Depilacja laserem
07-04-2008
Kosmetolog, pani Anna Koniecka, poleciła mi ułożyć się wygodnie na łóżku. Przysunęła urządzenie, do którego była podłączona końcówka trochę przypominająca pistolet z dwoma szpikulcami przy lufie. Spomiędzy nich miał się wydobywać strumień lasera. Tuż nad moimi nogami znalazła się lampa.Pani Ania włożyła przyciemniane okulary ochronne.

Mnie podała takie same. - To ważne, bo laser może uszkodzić siatkówkę - powiedziała. Następnie za pomocą szpatułki rozsmarowała na moich nogach przezroczysty żel. Poczułam przyjemny chłód. Pani kosmetolog włączyła urządzenie i ustawiła odpowiednią moc działania lasera. Zaczęła przesuwać powoli pistoletem nad skórą. Tam, gdzie znalazła włos, przytrzymywała strumień dłużej. W tych momentach czułam niewielkie pieczenie. Poza tym nie miałam żadnych nieprzyjemnych doznań.
