Czy to zdrada?
11-04-2007
Kilka godzin wcześniej Keith odwiózł mnie do domu moich rodziców i pocałował na do widzenia. Teraz leżał bez ruchu, patrząc w moje oczy. Różne maszyny dokoła łóżka pikały i burczały. Zasłoniłam ręką usta i rozpłakałam się. To niczego nie zmienia. I tak się pobierzemy! - powtarzałam w duchu.
Prawda była taka, że nie rozmawialiśmy nawet o zaręczynach. Nigdy nie zastanawialiśmy się nad wspólną przyszłością, a ostatnio kłóciliśmy się tak bardzo, że na pewien czas się nawet rozstaliśmy. Tydzień temu znów się spotkaliśmy. Wczoraj spędziliśmy razem noc i pomyślałam, że chyba kocham Keitha.
Następnym razem zobaczyłam go już w szpitalu, gdzie przyrzekłam nigdy go nie opuścić. Zostałam jego dziewczyną i pielęgniarką. Nie miałam pracy, więc całe dnie mogłam spędzać z nim. Pielęgniarki nauczyły mnie, jak podawać mu kroplówkę, opróżniać basen, układać, żeby nie miał odleżyn. Keith potrzebował mnie bardziej niż kiedykolwiek, jak więc mogłam powiedzieć, że nie mam na to siły.
Gdybym mu powiedziała, że nie mogę usnąć bez tabletki nasennej i że codziennie budzę się zlana potem, pewnie by zrozumiał. Ale nie potrafiłam mówić o swoich problemach, gdy on cierpiał jeszcze bardziej. Leżał jak warzywo, a kroplówka odmierzała narkotyk uśmierzający ból. W chwilach załamania krzyczał do mnie: Nie rozumiesz? Mówię mózgowi, żeby poruszył stopą, a on nic! Moje ciało mnie nie słucha!
